poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Rozdział II

- Wytłumaczysz może? - Słowa Rafała usłyszałem zaraz po tym, gdy usiadł obok mnie już w autobusie.
- Co mam tłumaczyć? - Nie rozumiałem, naprawdę, o co mu chodziło.
- Dlaczego się wtedy wtrąciłeś, po co? - Dość nerwowy z niego człowiek. W tej chwili do autobusu weszła Alex, przechodząc obok mnie szepnęła "Dzięki.". Zrobiło mi się jakoś lepiej, że mnie doceniła, chociaż pewnie każda dziewczyna zrobiłaby na jej miejscu to samo.
- Podoba ci się.
- Co?! Nie, przestań, chyba żartujesz. Ona jest 3 lata młodsza.
- Więc jak inaczej się wytłumaczysz?
- Po prostu nie lubię, jak ktoś...yyy... uważa się za lepszego. Przecież wszyscy jesteśmy sobie równi. - Wymyśliłem coś beznadziejnego i miałem nadzieję, że da mi święty spokój. Przecież nie przyznałbym mu się do tego, że mi się podoba, znamy się dopiero jeden dzień.
- Okej... Przyjmijmy, że ci wierzę.
To było jego ostatnie zdanie skierowane do mnie przez dłuższy czas, zabrakło nam tematów. Ja starałem się podsłuchać o czym rozmawia Alex, sam nie wiem czemu. Jakoś tak po prostu, bez celu. Nie było to zbyt łatwe, bo wszyscy byli strasznie głośno.
- Ej, Dylan, co ty tak cicho? - Rozpoznałem głos Elizabeth. - I zamyślony jesteś jakiś...
- Śpiący trochę.
- Hmm... Okej.
Bałem się trochę, że Rafał wyskoczy z jakimś "Dylan się zakochał" czy coś. Niedługo potem zatrzymaliśmy się w małym budynku, w którym był jakiś bar, toaleta i salon z grami. Jedna z naszych pań-przewodniczek (swoją drogą, wyglądała jak wielki, różowy miś) rozdała nam kartki z adresem i numerem telefonu rodzin, u których będziemy mieszkać i z nazwiskami osób, które będą z nami w pokoju. Ja byłem z Rafałem i jakimś gościem, chyba bratem Elizabeth. Potem mieliśmy pół godziny czasu wolnego, tzn. mogliśmy coś zjeść, załatwić się albo coś. Kręciłem się obok Alex i tych jej "koleżanek", bez Rafała. On stał gdzieś dalej.
- Kurde, wzięłam za mało funtów z autobusu. - To bez wątpienia był jej głos. Nie kryję, że cieszyłem się jak głupi z takiego szczegółu. - Nie starczy mi nawet na małe frytki.
Tu nastąpiły moje natychmiastowe przemyślenia, czy pożyczyć jej kasę. Z jednej strony mogłaby pomyśleć, że się narzucam z tym wszystkim, z drugiej chciałem, żeby zrozumiała, że mi na niej trochę zależy. Podszedłem.
- Eee... Mogę ci pożyczyć, bo ja... noo... Nie kupuję nic. - Nie było źle. Troszkę jąkania, ale w końcu się do niej odezwałem. Dopiero po chwili zauważyłem, że mi się przygląda, więc postanowiłem powiedzieć coś jeszcze. - Nie żebym podsłuchiwał, usłyszałem przypadkiem, bo stałem obok.
- Ale... Ty zrobiłeś dla mnie naprawdę wystarczająco i dziękuję. Nie musisz teraz zno...
- Powiedz tylko ile, to żaden problem. Naprawdę.
- Nie, wy...
Wcisnąłem jej do ręki pięć funtów.
- Nie oddawaj.
Wyminąłem ją i poszedłem przed siebie, żeby nie dogoniła mnie i nie oddała. Drogę zatorował mi Rafał. Cholera, widział to.
- Nie, kompletnie ci na niej nie zależy... - Powiedział z kpiną w głosie.
- Daj spokój...
- Przyznaj, że ci się podoba, to ci pomogę.
On i tak wiedział, więc starając się to przed nim ukryć, jeszcze bardziej się pogrążałem.
- Dobra. Może i mi się podoba. I co? Nie zechce mnie, jest 3 lata młodsza.
- Chyba dwa?
- Możliwe.
- Jest z trzema kretynkami w pokoju, poza nimi na obozie są tylko zagapione w siebie pustaki. Niedługo nie będzie miała z kim gadać, uwierz mi. I wtedy, gdy będzie siedziała sama, ty do niej podejdziesz i się zaprzyjaźnicie, a czy coś z tego wyjdzie to zależy tylko od ciebie.
- Okej... - Byłem pod wrażeniem tego, jak szybko on to wymyślił. - A... nie wyśmiejesz mnie za to, że jest wiele młodsza?
- Człowieku, to tylko dwa lata. Idź do niej.
- Co? - Nie podejdę tak po prostu.
- Siedzi sama, idź. - Obróciłem się. Rzeczywiście, jadła siedząc sama przy stoliku. Ale przecież nie podejdę do niej, co niby miałbym powiedzieć? Jak się zachować?
- Nie idę.
- Idź, albo ja pójdę.
- Nienawidzę cię. - Odwróciłem się na pięcie i poszedłem w stronę stolika, przy którym siedziała.
- Hej. - Nie do końca wiedziałem, jak zacząć rozmowę. -
- Hej. - Podała mi jakieś pieniądze. - Masz, a pozostałe dwa funty oddam ci w autobusie. - Odwróciła opakowanie z frytkami w moją stronę. - Chcesz jedną?
- Nie, dzięki. Kasy też nie oddawaj.
- Nie wygłupiaj się, to twoja kasa. - Uśmiechnęła się i włożyła mi pieniądze do kieszeni bluzy. Gdy mnie dotknęła, przeszły mnie dreszcze.
- To... Co cię do mnie sprowadza, jeśli nie te pieniądze?
- Zauważyłem, że siedzisz sama i wiesz... Chciałem dotrzymać ci towarzystwa. Czy coś.
- Strasznie miło z twojej strony. Dzięki.
- Nie ma sprawy, naprawdę.
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, ale postanowiłem się odezwać.
- Byłaś wcześniej w Londynie?
Jak się okazało, to był jej pierwszy raz, tak jak i mój. Gadaliśmy jeszcze chwilę, co jakiś czas śmiejąc się głośno, dopóki pani Różowy Miś nie zawołała nas wszystkich do autobusu.
- Wiesz co? Dzięki. - Powiedziałem do Rafała, gdy już siedzieliśmy.
- Wiedziałem, że będziesz dziękował. Siedzi sama, idź.
- Nie, dosyć na dzisiaj, proszę...
- Dobra, ale jeśli jutro będzie siedziała sama, to idziesz i koniec. Stoi?
- Stoi.
_______________
Przepraszam was kochani, że tak długo czekaliście, ale strasznie dużo wyjeżdżałam i dopiero dzisiaj miałam czas. I kurczę, STRASZNIE dziękuję za te wszystkie miłe komentarze, to naprawdę wiele dla mnie znaczy i daje motywację do pisania. I postaram się pisać dłuższe rozdziały, tak jak ktoś chciał. :)

Kolejny rozdział już niedługo, jak tylko wpadnę na jakiś genialny pomysł ;) Papappa! Kocham was najmocniej na świecie <3

poniedziałek, 30 lipca 2012

Rozdział I

Czekałem z mamą na autobus. Modliłem się w duchu, żeby na wejściu nie ośmieszyła mnie przed tamtymi ludźmi z którymi miałem spędzić kolejne 11 dni. Pojazd nadjechał, wyszła z niego jakaś pani i zaczęła gadać z moją mamą, a ja wsiadłem do autobusu. Zająłem miejsce z tyłu i obejrzałem się. Ludzie byli mniej więcej w moim wieku. Po kilku minutach weszło do autobusu jeszcze kilku ludzi. Wszyscy usiedli pojedynczo. Pewnie się nie znali... Za mną wszyscy ludzie gadali głośno, sam nie wiem o czym, bo nie przysłuchiwałem się. Drzwi zamknęły się i usłyszałem głos dobiegający z megafonu, który trzymała jakaś dziwna pani. Miała krótkie, brązowe włosy z jaśniejszymi pasemkami. Pewnie miało to wyglądać młodzieżowo, ale coś jej nie wyszło. Oprócz tego dżinsowe spodnie do kolan i kremową koszulę pod różowym sweterkiem. Po prostu żal dupę ściskał.
- Jesteśmy w Poznaniu, dosiadło się do nas jak widać dwóch chłopców: Dylan i Marcin. Kolejny przystanek za dwie godziny.
Oh, przedstawiła mnie. Okej. Patrzałem się przez okno, nic ciekawszego nie przyszło mi do głowy. Znowu usłyszałem rozmowy z tyłu, nagle ktoś popukał mnie w plecy, a ja odwróciłem się.
- Ty jesteś ten Dylan czy Marcin?
- Dylan.
- Ja jestem Rafał. - Podał mi rękę. - Jesteś tu sam?
- Eee, tak. Nie miałem co robić w domu i tak jakoś wyszło.
- A, no widzisz, ja też jestem sam. Przysiądziesz się do mnie? Porozmawiamy sobie.
Kusząca propozycja, nie będę w końcu całej drogi siedział sam. Nie brałem nic ze sobą, usiadłem obok niego. Z tyłu było siedmiu ludzi, wszyscy gadali o czymś i śmiali się głośno. Rafał przedstawił mi wszystkich i po chwili czułem się, jakbym znał ich od zawsze. Gadaliśmy o wszystkim i o niczym całe dwie godziny, dopóki autobus się nie zatrzymał. Nie wychodziliśmy z niego, dalej gadaliśmy. Wsiadły dwie osoby. Obydwie miały około trzynastu lat. Normalnie mówiłbym, że to dzieci, ale jedna z nich miała w sobie coś, co nie pozwalało mi o niej zapomnieć. Popatrzała na mnie i od razu odwróciła wzrok. Liczyłem na to, że nie zorientowała się, że mi się podoba, w końcu jest wiele młodsza. Zajęła miejsce kilka siedzeń przede mną. Znowu zaczęliśmy wszyscy rozmawiać. Byliśmy dosyć głośno, a ona co jakiś czas śmiała się z tego, co mówiliśmy. Na niektórych przystankach wychodziłem, wtedy zdarzało się krzyżować z nią spojrzenia. Zastanawiałem się, czy może też jej nie wpadłem w oko, choć to pewnie trochę beznadziejne, bo nie znaliśmy się. Na pewno nie była w moim typie, zresztą po tym, co zrobiła mi moja stara dziewczyna chyba nigdy nie zwiążę się z kimś, kto jest z innego miasta. To było tylko wakacyjne zauroczenie. Zaczęło się robić późno, a ja byłem trochę śpiący, ale pomimo to nie zasnąłem, dopóki nie zrobił tego Rafał. Obudził mnie głos z megafonu, że jesteśmy we Francji i wjeżdżamy na prom, a to musiało oznaczać tyle, że przez najbliższą godzinę będę miał szansę, żeby z nią porozmawiać. Wysiedliśmy i poszliśmy schodami na górę. Trzymałem się blisko z ludźmi z którymi gadałem w autobusie, ale wypatrywałem tej dziewczyny. Chodziła z kilkoma innymi w jej wieku, chyba są razem w pokoju. Poprosiłem Rafała, żebyśmy przeszli się po promie, tak naprawdę chciałem pójść za nimi, usłyszeć o czym gadają.Z rozmowy wywnioskowałem, że mój obiekt westchnień ma na imię Alex i idzie do pierwszej gimnazjum. Dwa lata młodsza, nie jest źle. I miałem rację. We czwórkę były razem. Ale tamte jakoś mi do niej nie pasowały, wyglądały jak dzieci. Pierwsza - krótkie brązowe włosy, po ciuchach było widać, że rodzice ją ubierają. Druga - drobna, długie brązowe włosy, do ubrań się nie przyczepiam, było dobrze. W ręce trzymała torbę z bohaterami jakiejś kreskówki. Trzecia? W sumie nawet nie wyglądała jak dziecko, była tego samego wzrostu, co Alex, długie włosy pofarbowane na czerwono. Nie ukrywam, że była gruba. Bardzo gruba, ale nie ukrywając tego, ubrana była w obcisłe rurki i odważną bluzkę. Widać było, że uważała się za lepszą od wszystkich, żałosne. Wstały, ja po chwili zrobiłem to samo i razem z Rafałem poszliśmy za nimi.
- Co ty tak się dużo ruszasz? - Odezwał się. - Nie możemy usiąść w miejscu?
- Nie usiedzę, nie potrafię. - Próbowałem coś wymyślić na poczekaniu. - Chodź, pozwiedzamy prom.
Nie odzywał się już, więc poszliśmy. Alex i ten czerwonowłosy BigMac "obgadywały" kolesi, którzy im się podobali. Byli to w większości chłopcy w moim wieku. Nie podobało mi się trochę to, ale próbowałem się dowiedzieć, jakich ona lubi.
- Jak chodzisz, wieśniaro?! - Wrzasnęła nagle grubaska. - Nadepnęłaś mi na Vansa!
Tak, już było wiadomo, że ma się za lepszą. Rzeczywiście, miała Vansy na sobie. Szpan?
- To mi nie wchodź pod nogi. - Usłyszałem głos Alex, był jakiś inny, niż głos reszty dziewczyn. Taki czysty...
- Ja? Wchodzić pod nogi tobie? - Afera o to, że nadepnęła jej na buta? Coraz bardziej jej nie lubiłem. - Naucz się chodzić i tyle! I nie...
- Człowieku, czy ty się czujesz dobrze? - Nie wytrzymałem i wtrąciłem się. Poczułem wzrok Alex na sobie. - Normalni ludzie czekają na "Sorry" i mówią, że nic się nie stało. I nie wyzywają od wieśniar!
- Dobra, możliwe, że trochę przesadziłam. - Kocham być starszym. Chociaż straszenie dzieci chyba nie jest okej. - Sorry.
Odszedłem i pociągnąłem za sobą Rafała. Usiedliśmy w kawiarni i spojrzałem na zegarek. Mieliśmy 3 minuty na znalezienie autobusu, więc pobiegliśmy na dół.
___
Wiem, że trochę chaotyczne to, ale obiecuję, że inne takie nie będą.

posted from Bloggeroid

Prolog

Po przebudzeniu włożyłem słuchawki do uszu i wsłuchiwałem się w słowa piosenek. Zapowiadał się kolejny lipcowy dzień, który spędzę sam w domu siedząc na facebooku, bo wszyscy moi znajomi wyjechali na wakacje. Ja o wakacjach nie mogłem nawet pomarzyć, mama w ciąży, a tata całe dnie spędzał na budowie, bo gdy bliźniaki się urodzą, ten nie będzie nam starczał. Na dodatek moja dziewczyna wyprowadziła się do Stanów i stwierdziła, że związek na odległość nie ma sensu. Więc będą to pewnie najgorsze wakacje w moim życiu. Mówię to ja, piętnastoletni Dylan, uważany za największego optymistę w szkole. Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi.
- Mam dla ciebie niespodziankę. - Powiedziała mama, a ja momentalnie zerwałem się z łóżka. Może te wakacje nie będą takie złe? - Pojedziesz do Londynu!
Londynu? Fajnie, w końcu coś pozwiedzam i poćwiczę język.
- Ale jak to?
- Na obóz językowy. Nie cieszysz się?
Na obóz? Super, poznam kogoś. Odkleję się od starych znajomych i zacznę nowe życie.
- Na ile?
- Dziewięć dni plus dwa w autobusie.
Cóż, odkleję się od starych znajomych na jedenaście dni. Coraz bardziej mi się ten pomysł podoba.
- Oczywiście, jeśli nie chcesz to cię nie zmuszam. - O czym ona gada? Chcę tam jechać, już! - Pomyślałam, że ostatnio całe dnie siedzisz w domu, więc...
- Chcę jechać, ale kiedy?
- W sobotę.
- Tą sobotę?! - Zostały dwa dni na spakowanie wszystkiego. Nie będzie łatwo, ale dam radę.
- Tak, wczoraj znalazłam ofertę, zapisywać cię czy nie?
- Tak, dzwoń, szybko!
Mama wyszła z pokoju, a ja usiadłem na łóżku, żeby pozbierać myśli. Radość wypełniała całe moje wnętrze. Wydawało mi się, że nic lepszego nie mogło mi się przytrafić.
_______________
No cóż, nie wiem, czy wam się podoba, ale jest :) Żeby nie było: Ja jestem dziewczyną, ale stwierdziłam, że będzie fajnie pisać z perspektywy chłopaka :) Komentujcie .xd